Stephen King

Najnowsza BRAMA jest od kilku tygodni dostępna w sprzedaży i nie ukrywam, że na ten numer czasopisma czekałem z niecierpliwością z dwóch powodów. Pierwszy zachowam dla siebie, drugim jest przepiękna okładka autorstwa Mariusza GANDZELA nawiązująca do mojego ulubionego cyklu powieściowego „Mroczna Wieża”.

Co jednak znajdziemy w środku? A całkiem sporo. Oprócz stałych punktów, jak recenzja gry planszowej (tym razem: „Wyścig tytanów” autorstwa Agnieszki PILECKIEJ) oraz cykl „Duszności” kontynuowany przez Marka ZYCHLĘ (opowiadanie „To”), mamy zwięzły, acz ciekawy artykuł Kazimierza KYRCZA Jr „Strachy z czachy”, krótki opis historii powstawania gry karcianej „Kalibium” oraz recenzję serii komiksowej „Valerian” autorstwa Mirosława KORKUSA (jeśli macie już tę BRAMĘ, zwróćcie uwagę na to, w jaki sposób słowa Recenzja Valeriana zostały zapisane w spisie treści na pierwszych stronach – eh te słowniki 🙂 ). Wewnątrz znalazło się także miejsce dla artykułu Grzegorza BRYKA „Straszne wielkiego początki. Debiuty z B-klasy” oraz ośmiu opowiadań. I to na tych ostatnich chciałbym się dziś skupić.

Czytaj więcej

dsc_0031Czwarty tom opus magnum Stephena Kinga, zatytułowany „Czarnoksiężnik i kryształ”, jest lekturą, która fanów „Mrocznej Wieży” podzieliła na dwa obozy. Zwolenników i krytyków. Fanatyków, uważających ją za najlepszy ze wszystkich ośmiu tomów i (nie bójmy się tego słowa) hejterów, twierdzących, że ta część całkowicie spowalnia główną akcję. Przez większość czasu, gdy tkwiłem z nosem w książce, byłem w stanie podać rękę tym drugim, kiedy jednak skończyłem i odłożyłem to niemal osiemsetstronicowe tomiszcze na bok, uznałem, że jest w nim jednak coś, co każe mi się jednak przychylić do opinii jego miłośników. Nie żebym uważał go od razu za najlepszy (bo „Powołanie trójki” jest dla mnie – jak dotychczas –  numero uno), ale im dalej od zakończenia lektury, tym bardziej zaczynam ją… doceniać.

Ale od początku. Czytaj więcej

ptPo nie do końca udanym spotkaniu z pierwszą częścią Mrocznej Wieży z lekką dozą ostrożności sięgnąłem po kolejny tom. „Powołanie trójki” autorstwa Stephena Kinga, bo o tym właśnie mowa, to dalszy ciąg wydarzeń, które zamykały „Rolanda”. Nie ukrywam, że już na tym etapie spodziewałem się czegoś zupełnie innego, tym bardziej, że tak wiele osób mówiło: nie rezygnuj z czytania Mrocznej Wieży (jakże bym śmiał 🙂 ), czytaj dalej, zobaczysz, „dwójka” rzuca na kolana. I teraz, po tych wszystkich zachęcających głosach znajduję się z powrotem w miejscu, z którego (po ciężkich bojach z pierwszym tomem) udało mi się w końcu wydostać. No cóż, bywa i tak. Ale kości zostały rzucone, a wyzwanie podjęte. Nie było sensu dalej walczyć z własną niechęcią tylko zmobilizować swoje siły i poznać dalsze losy Rolanda Deschaina. Wystarczyło zaledwie kilkadziesiąt minut, abym ZAKOCHAŁ się w tej książce! Czytaj więcej

RolandKażdy prawdziwy fan Stephena Kinga „Mroczną Wieżę” ma i przeczytać musi. A jak powszechnie wiadomo „Mroczna Wieża” to ośmiotomowy cykl opisujący przygody niejakiego Rolanda Deschaina, ostatniego rewolwerowca. I to jemu właśnie poświęcona jest pierwsza księga, a jak nie trudno się domyślić nosi ona też tytuł „Roland”. Dziś przyjrzymy się tej powieści.

Do MW zabierałem się jak przysłowiowy „pies do jeża”, cały czas odwlekając to w czasie. Choć wewnętrznie czułem, że chcę (muszę!) w końcu zacząć czytać to zwieńczenie twórczości mojego niekwestionowanego idola – w taki właśnie sposób sam autor określa stworzony przez siebie cykl – to zawsze coś skutecznie odwodziło mnie od tego zamiaru. W końcu nadarzyła się okazja – Wydawnictwo Albatros wypuściło wznowienie „Mrocznej Wieży” w niesamowitej oprawie graficznej i do tego w twardym wydaniu (I Love It!). Kiedy więc zakupiłem ostatni z tomów, przystąpiłem do lektury, nie zdając sobie sprawy z tego, na jaki koszmar się piszę.

Czytaj więcej

K13Rok 2015 żegnałem z przekonaniem, iż w aspekcie literackim było to bardzo, powtarzam, bardzo dobrych dwanaście miesięcy. Kiedy zatem wkraczałem w nowy rok, naszła mnie refleksja – a jak to będzie w tym 2016, kiedy poprzeczka jest ustawiona tak wysoko? A no pożyjemy-zobaczymy. Może nie zabrzmi to nad wyraz skromnie, ale należę do ludzi, którzy nie boją się wyzwań i skrupulatnie realizują założony wcześniej plan. Na obecną chwilę nie mam jeszcze sprecyzowanych celów, ale wiem czego pragnę (niech jednak teraz pozostanie to moją słodką tajemnicą) 🙂

A cóż ciekawego (literackiego) wydarzyło się w minionym roku? Jeśli tylko chcecie wiedzieć, zapraszam do dalszej lektury.

Przymierzając się do pisania tego podsumowania, zastanawiałem się nad jednym: czy gdzieś tam, w tym wirtualnym świecie, znajdzie się choć jeden chętny, by to przeczytać? A co jeśli piszę to nadaremno i poświęcony czas nie spotka się z żadnym zainteresowaniem? I wtedy zrozumiałem, że mimo wszystko chcę to napisać, jeśli nawet nie dla Was, to dla samego siebie. Zatem… zaczynam!

Czytaj więcej

IMAG0893Majstersztyk!

Trzeba przyznać, że fabularnie „Sztorm stulecia” Stephena Kinga to najznamienitsze cudo… Z naciskiem na fabularnie. Ale powiedzmy sobie szczerze, scenariusz, to przecież tylko scenariusz. Scenariusz nigdy nie będzie powieścią. I Boże broń, by się to kiedykolwiek miało zmienić, ale przeczytawszy twór Kinga z 1999 roku muszę przyznać, że najbardziej ubolewam nad tym, iż jest to tylko – jak informuje nas okładka – „Oryginalny scenariusz”, w czym wujek Stefan nie mógł pozwolić sobie na uwolnienie drzemiącego w sobie potencjału. Czytaj więcej

IMAG0664Stephen King nigdy nie rozumiał fenomenu, jakim było interesowanie się jego prywatnym życiem. Wielbienie jego twórczości, ok., ale życie – w nim nie ma przecież nic nadzwyczajnego. I może właśnie dlatego czytelnicy jego powieści tak chętnie sięgają po wszelkie biografie króla horroru.

„Życie i czasy Stephena Kinga” to 400-u stronicowe tomiszcze pełne najdrobniejszych detali, którym niektórzy nie daliby prawa ujrzeć światła dziennego. I choć King, mający obchodzić w tym roku swoje 68-me urodziny, sprawia dziś wrażenie fantastycznego starszego pana, to w jego życiu nie brakowało epizodów, o których lepiej byłoby nie wspominać. On jednak nie robi z nich tajemnicy. Czytaj więcej

pan-mercedesPanie Mercedesie, Panie Mercedesie, no i coś Pan najlepszego nawyprawiał?
A Pan, Panie Kingu???

Cóż począć? Jak zacząć? Może od… nie. A może by tak… też nie. Więc, hmm… nie, tak też nie będzie dobrze. Ale jakoś zacząć trzeba, prawda? W końcu Król Horroru również zaczął… pisać powieści detektywistyczne. I właśnie, może uczepmy się na początku tego: „zaczął”. Czytaj więcej

Facebook

Wywiady

Archiwalne wpisy