powieść

Po „Miasteczko” Łukasza Radeckiego i Roberta Cichowlasa sięgnąłem nie bez powodu. Twórczość obydwu autorów niejednokrotnie przypadła mi do gustu, dlatego też bez cienia obawy wybrałem książkę, w której łączą oni siły. Ponadto rekomendacja samego Grahama Mastertona oraz fantastyczna okładka autorstwa Dariusza Kocurka przemawiały za tym, aby nie odkładać tej powieści na później.

Przeczytawszy zaś „Miasteczko”, mam mieszane uczucia. Niby wszystko jest na swoim miejscu. Fabularnie wciągające, technicznie świetne, bohaterowie dobrze zarysowani, a jednak gdyby nie ostatnie kilka stron i twist, po którym (mówię teraz serio) na rękach wykwitła mi gęsia skórka, uznałbym tę powieść za dobry kawał grozy, lecz bez rewelacji. Czytaj więcej

Fanom polskiej literatury grozy nie trzeba przedstawiać panów: Kazimierz Kyrcz Jr. oraz Robert Cichowlas. Mnie te nazwiska również nie były obce, gdy sięgałem po wspólnie napisaną przez nich książkę, choć dotychczas nie miałem przyjemności, by zapoznać się z twórczością któregokolwiek z nich. I nie przypadkiem użyłem zwrotu „przyjemność”, gdyż już teraz mogę zdradzić, że lektura „Koszmaru na miarę” była właśnie takim doświadczeniem. Już sama okładka jest bardzo mocnym akcentem książki, chociaż po przeczytaniu powieści dochodzę do wniosku, że jednak nie do końca zgrywa się ona z fabułą. Znajdujące się tu pozszywane ze sobą fragmenty ciała sugerują poniekąd obcowanie z lekturą w stylu Frankenstein, bądź jej podobną, a ta historia obiera zupełnie inny kierunek. Czytaj więcej

pmNazwisko Łukasza Henela jest jednym z pierwszych, na które natknąłem się na początku mojej (bądź co bądź krótkiej) przygody z polską grozą. Kiedy w końcu sięgnąłem po jego debiutancką powieść „On”, ta bardzo przypadła mi do gustu, a lekkie pióro autora tylko zachęciło do wnikliwszego zapoznania się z jego twórczością. Przymierzając się zatem do „Podziemnego miasta” dałem autorowi spory kredyt zaufania, wierząc, że i tym razem się nie zawiodę. Z takim nastawieniem zanurzyłem się w lekturę.

„Zanurzyłem” to dość trafne określenie w tym przypadku choćby z tego powodu, iż treść powieści zamyka się w niespełna 250 stronach. Ledwie zostałem wciągnięty w fabułę, gdy na horyzoncie można było już dostrzec majaczące zakończenie. Historia nie jest skomplikowana, nie mamy tu też wielu pobocznych wątków, które w jakiś specjalny sposób urozmaiciłby nam przygodę, jednakże nie należy traktować takiego zabiegu jako ujmę. Ma on swój cel, o którym dowiadujemy się na ostatnich stronach powieści – zatem nadmierne rozbudowywanie akcji minęłoby się z założeniem autora. Czytaj więcej

dsc_0031Czwarty tom opus magnum Stephena Kinga, zatytułowany „Czarnoksiężnik i kryształ”, jest lekturą, która fanów „Mrocznej Wieży” podzieliła na dwa obozy. Zwolenników i krytyków. Fanatyków, uważających ją za najlepszy ze wszystkich ośmiu tomów i (nie bójmy się tego słowa) hejterów, twierdzących, że ta część całkowicie spowalnia główną akcję. Przez większość czasu, gdy tkwiłem z nosem w książce, byłem w stanie podać rękę tym drugim, kiedy jednak skończyłem i odłożyłem to niemal osiemsetstronicowe tomiszcze na bok, uznałem, że jest w nim jednak coś, co każe mi się jednak przychylić do opinii jego miłośników. Nie żebym uważał go od razu za najlepszy (bo „Powołanie trójki” jest dla mnie – jak dotychczas –  numero uno), ale im dalej od zakończenia lektury, tym bardziej zaczynam ją… doceniać.

Ale od początku. Czytaj więcej

splatanieSplątanie, jak podaje portalwiedzy.onet.pl, to ostra psychoza zwykle pochodzenia infekcyjnego, trwająca zazwyczaj kilka tygodni. Może zakończyć się zejściem śmiertelnym. I tego właśnie spodziewałem się doświadczyć sięgając po książkę Macieja Lewandowskiego „Splątanie”.

Przedzierając się przez kolejne rozdziały powieści nie byłem już do końca pewien czy w ogóle mamy tu do czynienia z jakąkolwiek chorobą psychiczną – fabuła układała się w całkiem przyzwoity i rasowy kryminał. Z czasem jednak zaczęli pojawiać się bohaterowie, których do zdrowych na umyśle raczej zaliczyć byśmy nie mogli. Wtedy zakorzeniła się we mnie obawa czy aby taki mój odbiór treści nie jest podyktowany poznaną wcześniej definicją i usilnym dopasowywaniem do niej wydarzeń, z którymi właśnie się zaznajamiałem. Wątpliwości minęły, kiedy dotarłem na sam koniec tej niezwykłej historii i przeanalizowałem ją raz jeszcze. Okazało się, że nie tylko poszczególne postaci popadają w tytułowe splątanie. Patrząc na Wrocław (a właściwie na Leśnicę) przez pryzmat rozgrywających się na jej ziemiach wydarzeń, doszedłem do wniosku, że na splątanie „zachorowało” całe miasto. Mamy tu przecież trwającą kilka dobrych tygodni ostrą psychozę, której przyczyna jak najbardziej może być pochodzenia infekcyjnego, a która ewidentnie kończy się śmiertelnym zejściem – i to niejednym.
Czytaj więcej

IMAG0024Podziwiam ludzi, którzy uczestniczą w różnorakich programach typu „Przeczytam 52 książki w takim, a takim roku”. Ja z biedą mogę pochłonąć do 20 tytułów rocznie (dotyczy pozycji 300-u i więcej stronicowych). Podstawowym mankamentem na pewno jest to, że nie należę do osób szybkoczytających. Drugim: że uporczywie cierpię na brak wolnego czasu. Pewnie wielu z Was zadaje sobie teraz pytanie: „Ale o co chodzi? Gość chyba pomylił wątki”. Cierpliwości, wszystko jest na właściwym miejscu, a ja śpieszę z wyjaśnieniem.

Zatem do rzeczy. Książka autorstwa Stefana DARDY, „Zabij mnie, tato”, jest materialnym dowodem na to, że moje powyższe dwa tłumaczenia mogę spisać na kartce, następnie kilkakrotnie się z nimi zapoznać, by ostatecznie zgnieść to wszystko w kulkę i wyrzucić do kosza.

Czytaj więcej

ptPo nie do końca udanym spotkaniu z pierwszą częścią Mrocznej Wieży z lekką dozą ostrożności sięgnąłem po kolejny tom. „Powołanie trójki” autorstwa Stephena Kinga, bo o tym właśnie mowa, to dalszy ciąg wydarzeń, które zamykały „Rolanda”. Nie ukrywam, że już na tym etapie spodziewałem się czegoś zupełnie innego, tym bardziej, że tak wiele osób mówiło: nie rezygnuj z czytania Mrocznej Wieży (jakże bym śmiał 🙂 ), czytaj dalej, zobaczysz, „dwójka” rzuca na kolana. I teraz, po tych wszystkich zachęcających głosach znajduję się z powrotem w miejscu, z którego (po ciężkich bojach z pierwszym tomem) udało mi się w końcu wydostać. No cóż, bywa i tak. Ale kości zostały rzucone, a wyzwanie podjęte. Nie było sensu dalej walczyć z własną niechęcią tylko zmobilizować swoje siły i poznać dalsze losy Rolanda Deschaina. Wystarczyło zaledwie kilkadziesiąt minut, abym ZAKOCHAŁ się w tej książce! Czytaj więcej

RolandKażdy prawdziwy fan Stephena Kinga „Mroczną Wieżę” ma i przeczytać musi. A jak powszechnie wiadomo „Mroczna Wieża” to ośmiotomowy cykl opisujący przygody niejakiego Rolanda Deschaina, ostatniego rewolwerowca. I to jemu właśnie poświęcona jest pierwsza księga, a jak nie trudno się domyślić nosi ona też tytuł „Roland”. Dziś przyjrzymy się tej powieści.

Do MW zabierałem się jak przysłowiowy „pies do jeża”, cały czas odwlekając to w czasie. Choć wewnętrznie czułem, że chcę (muszę!) w końcu zacząć czytać to zwieńczenie twórczości mojego niekwestionowanego idola – w taki właśnie sposób sam autor określa stworzony przez siebie cykl – to zawsze coś skutecznie odwodziło mnie od tego zamiaru. W końcu nadarzyła się okazja – Wydawnictwo Albatros wypuściło wznowienie „Mrocznej Wieży” w niesamowitej oprawie graficznej i do tego w twardym wydaniu (I Love It!). Kiedy więc zakupiłem ostatni z tomów, przystąpiłem do lektury, nie zdając sobie sprawy z tego, na jaki koszmar się piszę.

Czytaj więcej

IMAG1353„Poza sezonem” to książkowy debiut z 1980 roku, którego autorem jest uważany przez wielu za kontrowersyjnego, Jack Ketchum. Jest to kolejna powieść jego autorstwa, którą przeczytałem w niespełna tydzień („Dziewczynę z sąsiedztwa” pochłonąłem w dwa dni). Powód takiego stanu rzeczy jest nader wytłumaczalny i zrozumiały, a mianowicie okrucieństwo, jakiemu poddawani są bohaterowie utworów Ketchuma, jest tak poruszające – choć bulwersujące byłoby chyba odpowiedniejszym słowem – że nie sposób odstawić książkę wcześniej niż postaci nie zostaną uwolnione z opresji, bądź nie dokonają swego żywota. Każdy, mający w sobie choć odrobinę człowieczeństwa czytelnik, nie pozwoli, by sprawa schwytanej i torturowanej jednej czy drugiej bohaterki została odłożona na później, nim nie pozna jej dalszych losów, często modląc się: „Boże pozwól jej już umrzeć”. Czytaj więcej

onlh„On”, jako debiut w literaturze grozy Łukasza Henela, ma jakże wiele wspólnego i z moim debiutem na tej arenie. W obydwu przypadkach mamy do czynienia z identycznym tytułem oraz datą – maj 2013. Różnica jest jednak taka, że mój twór jest opowiadaniem, a tutaj mamy do czynienia z rasową i pełnowymiarową powieścią.

Już na początku pragnę zaznaczyć, że książkę Łukasza Henela czyta się niezwykle płynnie, nic w niej nie zgrzyta, nie haczy. Kolejne strony i rozdziały przelatują przed naszymi oczami przyciągając naszą całkowitą uwagę, aż w pewnym momencie zadajemy sobie pytanie: „To już koniec? Cholera, no szkoda. A było tak fajnie”. I z ręką na sercu muszę przyznać, że nawet przez chwilę się nie nudziłem. Czytaj więcej

Facebook

Wywiady

Archiwalne wpisy