Lubliniec

Donos #1
Po wielu miesiącach, niezliczonych tygodniach bez echa ze strony wydawnictw, czy też odpowiedziach w stylu: „to nie nasz profil wydawniczy” (nie obyło się też bez kilku odmownych, powiedzmy sobie szczerze) rozbłysło światełko w tym, zdawałoby się, bezkresnym i mrocznym tunelu. Skontaktowało się ze mną Wydawnictwo zdecydowane dać mi szansę – mi oraz stworzonej przeze mnie powieści! Zapytacie: „Co to za powieść? Co to za Wydawnictwo?”, ja jednak pozwolę sobie na potrzymanie Was w niepewności – nie na długo (mam nadzieję) – gdyż trwają wstępne ustalenia naszej dalszej współpracy. Po ich zakończeniu zdradzę więcej szczegółów.
Tymczasem, bardzo Was proszę, zasiądźcie w pierwszych rzędach, by wraz ze mną uczestniczyć w jednej z bardziej niezwykłych przygód mojego życia.

W minioną sobotę (9 czerwca 2018) miałem przyjemność brać czynny udział w organizowanej przez Miejsko-Powiatową Bibliotekę Publiczną w Lublińcu IV ogólnopolskiej akcji NOC BIBLIOTEK. O godzinie 21:45 poprowadziłem spotkanie z lublinieckimi literatami, a jako że hasłem tegorocznej edycji było „RzeczpospoCzyta”, zaproszeni przeze mnie goście, wraz z moją skromną osobą, stanęli na wysokości zadania i zaprezentowali swą twórczość. Było poetycko, prozatorsko i bajkowo, a także nieco warsztatowo.

Po przywitaniu wszystkich przez Panią Joannę BRZEZINĘ, Dyrektor MPBP w Lublińcu, zabrałem głos, by rozpocząć spotkanie. Powitawszy wszystkich i przedstawiwszy przybyłych literackich twórców Ziemi Lublinieckiej dokonałem autoprezentacji i przeczytałem fragment mojej debiutanckiej powieści, która – jeśli wszystko dobrze zagra – trafi do księgarń w 2019 roku.

Następnie zaprezentowali się (w kolejności wystąpienia):

Czytaj więcej

Knajpa zaczynała świecić pustkami. Nie była to jakaś tania speluna, bynajmniej. Dbałem o to, aby moi klienci, których zwykłem nazywać gośćmi, czuli się w niej swobodnie. Tym bardziej, że sam mieszkałem piętro wyżej. Kiedy więc napatoczył się ktoś – delikatnie mówiąc – nieprzyjemny, dostawał pierwsze, a zarazem ostateczne ostrzeżenie, które skutkowało natychmiastowym wyrzuceniem delikwenta na zewnątrz z dożywotnim zakazem powrotu. Chociaż stosowanie takich zasad skutkowało tym, że moja klientela przerzedzała się, to jednocześnie kształtowała na pewnym poziomie kulturalnym. A to niezwykle mnie satysfakcjonowało.

Dochodziła dwudziesta trzecia, a wewnątrz zajęte były jeszcze dwa stoliki. Na prawo od kontuaru siedziała młoda para i dopijała grzane wina, które podałem im przed piętnastoma minutami. Stolik naprzeciw lady zajmowały natomiast trzy przyjaciółki, regularnie odwiedzające mój przybytek. Śmiały się w głos, wprowadzając ogólną wesołość, a tym samym nieco ośmielając zawstydzonych randkujących. W takim zestawieniu trwaliśmy przez jakieś pół godziny. Po tym czasie jęknęły zawiasy drzwi wejściowych. W progu stanęła kobieta. Nie potrafiłem jej skojarzyć. Raczej nie należała do moich stałych gości. Powiedziałbym nawet, że nigdy wcześniej do mnie nie zawitała.

Nim dotarła pod bar, zdążyłem dostrzec rumieńce na jej bladej twarzy. Zatem temperatura na dworze musiała oscylować w okolicy zera stopni, a był dopiero piętnasty października. Usiadła na wysokim krzesełku przy ladzie, nic nie mówiąc. Z wyrazu jej oczu wyczytałem, że przyszła napić się czegoś mocniejszego.

– Wódki? – zapytałem.

Nie odpowiedziała, ale skinieniem głowy potwierdziła, że propozycja trafia w jej gust. Wyglądała na zagubioną, może wystraszoną. Przez myśl przeszło mi nawet, że chwilę wcześniej zabiła zdradzającego ją męża i potrzebuje teraz skonfrontować swój czyn ze sporą dawką alkoholu. Jak się później okazało, jej historia była znacznie bardziej wstrząsająca.

Czytaj więcej

Kimkolwiek jesteś, ty, który to czytasz, musisz uciekać. To nie jest dobre miejsce. Weź ten dziennik, ale nie czytaj go teraz. Proszę – zrobisz to potem. Uciekaj! Opuść las, nim on cię dopadnie. Ratuj życie. Uciekaj, błagam!
Później poznasz powód mych nalegań.

Pozostaje mi wierzyć, że posłuchałeś i zostawiłeś za sobą to… Nie wiem nawet, jak to nazwać. Sanktuarium? To chyba najwłaściwsze słowo, nie uważasz? Bo czym mogłoby to być, jeśli nie wzniesionym ludzkimi rękami sanktuarium ku jego czci? Nie sądzę, aby coś tak monumentalnego mogło powstać za sprawą natury… lecz mniejsza o to.
Jeśli czytasz te słowa, mnie zapewne nie ma już wśród żywych – zresztą tak samo jak pozostałych. Wierzę jednak, że od chwili, kiedy spisuję te słowa, nie minęło zbyt wiele… Tygodni? Miesięcy? Lat? Jest poniedziałek, 17 lipca 2017 roku. Zbliża się wieczór. Jestem sam, bez nadziei na ratunek. Piszę służbowym ołówkiem w służbowym notatniku, które to otrzymałem na początku praktyk w nadleśnictwie od swojego opiekuna, Tomasza Giergi –niespełna dwa tygodnie temu. Zewsząd otacza mnie mrok. Tu, w najgłębiej położonym miejscu groty panuje tak cholerna czerń, że nie sposób dostrzec konturów wnętrza. Nikły blask telefonu komórkowego – oczywiście bez zasięgu – dostarcza oświetlenia, jest ono jednak na tyle słabe, że stąd, gdzie siedzę, nie potrafię dojrzeć sklepienia czy otaczających mnie ścian. Co do zasięgu, to w całym tym parszywym lesie go nie było. Nawet jednej pieprzonej kreski. Ani przez moment. Jakbyśmy, przekraczając próg zielonego królestwa, zupełnie odcinali się od cywilizacji. Czytaj więcej

W najnowszym numerze Magazynu Społeczno-Kulturalnego ZIEMIA LUBLINIECKA (2/2017) zamieszczono obszerną relację z III Powiatowego Konkursu Jednego Wiersza, który odbył się 3 IV 2017, a w którym żywo uczestniczyłem jako jeden z jurorów.

 

2 września 2017 roku Miejsko-Powiatowa Biblioteka Publiczna w Lublińcu po raz drugi zorganizowała akcję „Narodowe Czytanie” na terenie naszego miasta. Po raz kolejny do współpracy zaproszony został Lubliniecki Klub Literacki LOGOS, którego mam zaszczyt być członkiem. W tym roku zadaniem lublinieckich literatów było wcielenie się w bohaterów I aktu „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego. Z uwagi na fakt, że ilość postaci dramatu znacznie przewyższała liczbę czytelników, członkom klubu przypadły po dwie, a nawet trzy role w których się zaprezentowali. Mnie, według pierwotnych założeń, trafić miały się kwestie dwóch bohaterów – Czepca i Kaspra – jednak w wyniku nieobecności osoby mającej odegrać Pana Młodego także i ta rola przypadła mi do odczytania. Co w ostatecznym rozrachunku wpłynęło na to, że aktywnie uczestniczyłem niemal w każdej części I aktu 🙂

Na zakończenie imprezy wszyscy uczestnicy otrzymali dyplomy za uczestnictwo, co niewątpliwie stanowiło miły akcent ze strony Biblioteki.

Zachęcam także do obejrzenia fotorelacji z Narodowego Czytania w Lublińcu:
http://www.mbp.lubliniec.pl/index.php?id=6&id_g=214

21 sierpnia 2017 roku swoją premierę miał zbiór opowiadań grozy poświęcony słowiańskiej demonologii „SŁOWIAŃSKIE KOSZMARY”. Wstęp do zbioru został napisany przez samego Witolda JABŁOŃSKIEGO, a do współtworzenia antologii zaangażowali się Katarzyna Bromirska i Mikołaj Rybacki, członkowie grupy Percival Schuttenbach. Wśród wielu ciekawych tekstów możecie Państwo znaleźć także moje opowiadanie napisane specjalnie na tę okazję – „Dziennik praktyk”. Główny bohater przedstawionej historii, Marcin, trafia na praktyki do lublinieckiego Nadleśnictwa. Po kilku dniach zostaje wydelegowany, by towarzyszyć przybyłym z całego Śląska leśnikom w pracach, mających na celu wykarczowanie części lasu pod nową drogę. Niestety już pierwszego dnia, w wyniku nieszczęśliwego wypadku, ginie jeden z przybyłych. Jak się niebawem okazuje jest to tylko zapowiedź nieszczęść, jakie mają spaść na głowy tych, którzy nie zostawią w spokoju lublinieckich lasów oraz panujących w nich demonów. Czytaj więcej

3 czerwca 2017 odbyła się Ogólnopolska Noc Bibliotek, na którą po raz kolejny zaprosiła Miejsko-Powiatowa Biblioteka Publiczna w Lublińcu. Tak jak w zeszłym roku, tak i w tym jednym z punktów programu było spotkanie z członkami Lublinieckiego Klubu Literackiego LOGOS czyli „Wieczór z poezją i prozą”. O godzinie 21:30 powitałem zebranych gości i w kilku słowach przybliżyłem im historię klubu, po czym zaprosiłem poszczególnych członków do prezentacji utworów. Jako pierwsze wystąpiły panie Joanna GERDES i Maria DZIUK, które przeczytały swe wiersze. Następnie Lucyna SPACZYŃSKA również zaprezentowała się od strony poetyckiej, a także w kilku słowach zapowiedziała swoje dwie powieści, które ukażą się jeszcze w 2017 roku. Pierwszym z panów był Robert OLCZYK. Przeczytał on fragment rozdziału książki, nad którą obecnie pracuje, książki zatytułowanej „Projekt OKUPACJA”. Po nim dwa wiersze przedstawił Michał WALTER. Ponownie na scenie pojawiły się panie. Teresa MACHNIK przedstawiła dwa wiersze, a po niej Róża BARGIEL przytoczyła wiersz autorstwa Marii Konopnickiej. Ja wystąpiłem jako ostatni z panów i zaprezentowałem fragment opowiadania „Dziennik praktyk”, które to ukaże się w zbiorze „Słowiańskie koszmary” – premiera antologii przełom czerwca i lipca 2017. Na zakończenie spotkania wystąpiła ponownie Maria DZIUK, która przeczytała swe opowiadanie „Zła godzina”.

3 kwietnia 2017 roku dane mi było wziąć udział w niecodziennym i wyjątkowym przedsięwzięciu. W Gimnazjum w Pawonkowie odbył się III Powiatowy Konkurs Jednego Wiersza, do którego zostałem zaproszony jako juror! Tematem przewodnim konkursu było hasło „Być dobrym jak chleb”, a jego organizatorami byli Lubliniecki Klub Literacki LOGOS i Wydawnictwo św. Macieja Apostoła. Funkcja jaką objąłem w tymże konkursie była dla mnie o tyle ciekawa i fascynująca, gdyż jako prozaik sądziłem, że moje typy będą zupełnie odmienne od pozostałych członków jury (Jolanta Mlynek i Edward Przebieracz). Jakież spotkało mnie zaskoczenie, gdy podczas obrad okazało się, że nasze opinie pokrywały się w niemal 90%. Zwycięzców w każdej kategorii wybraliśmy jednogłośnie, nieco więcej dyskusji było tylko przy przydzieleniu Grand Prix, które ostatecznie zgarnęła Sylwia Jaskóła.

W poszczególnych kategoriach wygrali:

Szkoła Podstawowa – ISMENA KOMPAŁKA

Gimnazjum – PATRYCJA KUBICA

Szkoła Ponadgimnazjalna – AGATA SOWA

Dorośli – SYLWIA JASKÓŁA

Wszystkim uczestnikom, wyróżnionym i zwycięzcom serdecznie gratuluję, a swoje uczestnictwo w konkursie dokumentuję załączonym podziękowaniem.

INTROLIGATOR Z DOLINY PŁACZU

Dolina Płaczu obejmowała swym zasięgiem część miasta i spory kawałek przylegającego doń parku. Choć bardziej pasującą do niej nazwą byłoby coś zachowanego w klimacie „Dolina Niepowodzeń” czy nawet „Sromotna Porażka Lokalnej Milicji”, to trzeba przyznać, że takie miano również tłumaczyło genezę swego powstania, a nawiązywało do tragedii dziesiątek osób, opłakujących swą niepowetowaną stratę.

Do pierwszej zbrodni, a raczej tajemniczego zniknięcia, doszło późną wiosną 1982 roku. Młoda dziewczyna, wysoka i zgrabna blondynka, studentka drugiego roku matematyki zaginęła wieczorową porą, a wszelkie poszlaki i dowody doprowadziły służby mundurowe właśnie w okolicę parku. Lecz od tego miejsca wieść o studentce przepadła. Nie pomogły liczne zeznania świadków, przeczesywanie lasu czy nawet zaangażowanie dodatkowych oddziałów. Kobieta wyparowała jak kamfora. Jednakże, dopóki nie znaleziono ciała, rodzice wierzyli, że odzyskają córkę, całą i zdrową.

Informacja o zaginięciu dziewczyny nie wstrząsnęła jednak opinią publiczną. Do takiego stanu rzeczy doprowadziła dopiero wieść, która obiegła miasto oraz przylegające do niego mniejsze miejscowości dokładnie dwa tygodnie później. W tej samej okolicy, w której urwało się śledztwo w sprawie pierwszej z ofiar, znaleziono porzucony rower. Jak się później okazało, należał on do silnej i zdrowej, młodej kobiety – niespełna dwudziestojednoletniej uczennicy zaocznej szkoły pielęgniarskiej. Czytaj więcej

Facebook

Wywiady

Archiwalne wpisy