Kraków

Po powrocie z tegorocznej edycji Krakowskiego Festiwalu Grozy, a dokładnie piątej jego odsłony, zadałem sobie pytanie: Co o KFASONIE można powiedzieć dobrego? I natychmiast doszedłem do wniosku, że nic. Jest to konwent, o którym chcąc powiedzieć coś dobrego, dokonałoby się pewnego rodzaju profanacji. Dlaczego? A no dlatego właśnie, że używając przymiotników w podstawowej formie, celem określenia niesamowitości tego konwentu (dobry, ciekawy, fajny), popełniłoby się grzech śmiertelny, gdyż KFASON jest konwentem tak niezwykłym, indywidualnym i jedynym w swoim rodzaju, że jakichkolwiek pochwał by nie użyć, to i tak nie znajdziemy odpowiednich słów, by podkreślić to, co w nim niezwykłe; by ubrać w słowa jego straszliwe piękno. Jest to jedyny konwent, który od trzeciej edycji (pierwszej, w której uczestniczyłem) wciągnął mnie przedwiecznymi mackami w głębię swej upiornej osobliwości, pozwolił mi się tam rozgościć i poczuć lepiej niż u siebie w domu. A wiem, co mówię. Uczestniczyłem w różnorakich konwentach, ale nigdzie nie poczułem takiej bliskości z prelegentami czy przypadkowymi gośćmi, albo gdzie po przekroczeniu progu gubisz się w organizacyjnym gąszczu. Tu witają cię z rozpostartymi rękoma, prosząc byś się zrelaksował i serwują kwintesencję polskiej i zagranicznej grozy. Krótko mówiąc czujesz się tak dobrze, jakbyś obcował z rodziną i to nie z tą, z którą najlepiej wychodzi się na zdjęciach, a właśnie z ludźmi, którzy nadają na tych samych popieprzonych falach, co ty. Nie inaczej było i w tym roku.

Czytaj więcej

Kilka ostatnich miesięcy minęło mi pod znakiem Kfasonu – dla niewtajemniczonych podpowiem tylko, że pod tą niezwykłą nazwą ukrywa się miano wyjątkowego eventu, a mianowicie Krakowskiego Festiwalu Amatorów Strachu, Obrzydzenia i Niepokoju. Swoją drogą jest to najlepsza impreza tego typu, w jakiej było mi dane kiedykolwiek uczestniczyć.

kfason4_plakat
Emocje mi towarzyszące, a związane ze zbliżającą się imprezą, podsycane bły również tym, że w kwietniu 2016 pomysłodawczyni i koordynatorka Kfasonu, Magdalena Paluch, zaproponowała mi udział w jednym z paneli dyskusyjnych – „Czy łatwo jest w Polsce zadebiutować grozą?”. Nie zastanawiałem się nawet przez ułamek sekundy i zgodziłem się natychmiast, czym sprawiłem, że Krakowski Festiwal Grozy zakorzenił się w mej podświadomości na dobre. I to właśnie do Magdy odnosi się tytułowa „baba” – bez urazy Madziu 🙂

Czytaj więcej

Ileż prawdy jest w słowach: Wszystko, co dobre, szybko się kończy. I jakże doskonale oddają one atmosferę, którą odczuliśmy na tegorocznym Kfasonie, czyli Krakowskim Festiwalu Amatorów Strachu, Obrzydzenia i Niepokoju, który odbył się już po raz trzeci.

Logo

Nasz wyjazd do ostatniej chwili stał pod znakiem zapytania. Kręcące się wszem i wobec wirusy czy zalążki przeziębienia, dawały się nam we znaki aż do piątkowej nocy. Lecz sobota rano przywitała nas jakże drożnymi nosami i brakiem stanów podgorączkowych. Nie było zatem na co czekać, tylko korzystać z zakupionych dzień wcześniej biletów i pędzić czym prędzej na dworzec. Swoją drogą, do pociągu wskoczyliśmy wraz z gwizdkiem konduktora, a nim na dobre rozsiedliśmy się w swych kajutach, pociąg ruszył z kopyta. Dwie godziny później byliśmy już w Krakowie.

Po kilkudziesięciu minutach bardzo przyjemnego spaceru dotarliśmy pod drzwi Arteteki, w której właśnie zaczynało się wydarzenie.

Czytaj więcej

Facebook

Wywiady

Archiwalne wpisy