Po powrocie z tegorocznej edycji Krakowskiego Festiwalu Grozy, a dokładnie piątej jego odsłony, zadałem sobie pytanie: Co o KFASONIE można powiedzieć dobrego? I natychmiast doszedłem do wniosku, że nic. Jest to konwent, o którym chcąc powiedzieć coś dobrego, dokonałoby się pewnego rodzaju profanacji. Dlaczego? A no dlatego właśnie, że używając przymiotników w podstawowej formie, celem określenia niesamowitości tego konwentu (dobry, ciekawy, fajny), popełniłoby się grzech śmiertelny, gdyż KFASON jest konwentem tak niezwykłym, indywidualnym i jedynym w swoim rodzaju, że jakichkolwiek pochwał by nie użyć, to i tak nie znajdziemy odpowiednich słów, by podkreślić to, co w nim niezwykłe; by ubrać w słowa jego straszliwe piękno. Jest to jedyny konwent, który od trzeciej edycji (pierwszej, w której uczestniczyłem) wciągnął mnie przedwiecznymi mackami w głębię swej upiornej osobliwości, pozwolił mi się tam rozgościć i poczuć lepiej niż u siebie w domu. A wiem, co mówię. Uczestniczyłem w różnorakich konwentach, ale nigdzie nie poczułem takiej bliskości z prelegentami czy przypadkowymi gośćmi, albo gdzie po przekroczeniu progu gubisz się w organizacyjnym gąszczu. Tu witają cię z rozpostartymi rękoma, prosząc byś się zrelaksował i serwują kwintesencję polskiej i zagranicznej grozy. Krótko mówiąc czujesz się tak dobrze, jakbyś obcował z rodziną i to nie z tą, z którą najlepiej wychodzi się na zdjęciach, a właśnie z ludźmi, którzy nadają na tych samych popieprzonych falach, co ty. Nie inaczej było i w tym roku.

Kiedy zawitaliśmy na Kfasonie (spóźnieni, bo przez pół godziny szukaliśmy miejsca do zaparkowania 🙂 ), na pierwszym piętrze trwał już panel „Humor w horrorze”, gdzie silna męska grupa prześcigała się w argumentach, czy humorystyczne elementy w jakiejkolwiek grozowej formie działają na plus czy minus dla gatunku. Ciekawy panel z wieloma filmowymi wstawkami, które faktycznie nieraz rozbawiły do łez.

W tym miejscu należy wspomnieć, że, jak co roku, program Kfasonu został rozpisany na trzy piętra, nie sposób było więc się rozdwoić, czy nawet podzielić na troje, aby wziąć udział w każdej ciekawej prelekcji. Co więcej, w tym roku naprawdę miałem zagwozdkę, z którego punktu zrezygnować na rzecz innego. Dziś jednak dokonane wybory, uważam za właściwe ;]

O 12:00 rozpoczął się „Panel dyskusyjny z Wydawnictwem Videograf” i nie ukrywam, że był to jeden z lepszych punktów tegorocznego Kfasonu, tuż obok spotkania z Grzegorzem GAJKIEM i prywatnymi dyskusjami z masą przesympatycznych ludzi w przerwach między punktami programu. Ale o jednym i drugim później. Teraz wracamy do panelu, który Krzysztof „Korsarz” BILIŃSKI poprowadził z mistrzowską swobodą, a posadziwszy przedstawicieli Wydawnictwa (Anna SEWERYN, Ewa LEŚNY) naprzeciw wydających w nim pisarzy (Joanna PYPŁACZ, Grzegorz GAJEK i Piotr KULPA), stworzył coś na kształt gry w „Dwa ognie”. Oczywiście nie było żadnych niespodzianek, może poza małym i miłym akcentem, kiedy do dialogu na kilka chwil dołączyła Olga HABER. Tak czy inaczej jednej jak i drugiej strony słuchało się z zainteresowaniem, a w co ciekawszych momentach można było poznać pracę tak dużego Wydawnictwa od kuchni.

Na godzinę 13:00 zaplanowano „Panel debiutów”. Był to również jeden z moich faworytów, gdyż przed rokiem, to ja zasiadałem na miejscu tegorocznych gości. Chciałem zatem zobaczyć, jak wygląda to z perspektywy widza. Ponadto bardzo kibicowałem Agnieszce KWIATKOWSKIEJ, której prozę już teraz plasuję na bardzo wysokim poziomie w obrębie rodzimej twórczości. Agnieszka oczywiście poradziła sobie pierwszorzędnie.

„Panel słowiański”, następny punkt Kfasonu, rozgrywający się na pierwszym piętrze Arteteki, skupił ogromną rzeszę widzów, naprzeciw których zasiadło sześcioro wspaniałych, w tym prowadzący „Korsarz”. Perfekcyjny panel, to trzeba przyznać. Ponadto, gdy do głosu doszli Marta KRAJEWSKA i Maciej SZYMCZAK, dyskusja nabrała tak żywego i spontanicznego tempa, że z ogromnym podziwem obserwowałem przebieg wydarzeń.

Godzina 15:00, a my wciąż na pierwszym piętrze. To też godzina, w której do głosu doszli przedstawiciele polskich czasopism grozy. Szymon CIEŚLIŃSKI wziął na spytki Błażeja JAWORSKIEGO z „Histerii”, „Korsarza” reprezentującego „Okolicę strachu” oraz Pawła KWIETNIA, jednego z założycieli „Bramy”. Tu dowiedzieliśmy się, że każde z czasopism uderza w nieco inny target, a co za tym idzie nie istnieje pomiędzy nimi coś takiego, jak niezdrowa konkurencja. Ciekawe 😉

Od 16:00 do 18:00 mieliśmy mały break z dwóch względów. Po pierwsze zabrakło dla nas miejsca na spotkaniu z grupą filmową „Attic Film Production”, a po drugie nieco już zgłodnieliśmy :). Po godzinie napojeni i najedzeni wróciliśmy w jedyne właściwie miejsce na ziemi, gdzie należało przebywać w dniu 21 października 2017 roku, czyli na pierwszy poziom Arteteki. Tu natrafiliśmy na Annę SEWERYN i Ewę LEŚNY, z którymi kilka spontanicznych słów przerodziło się w bardzo interesującą i merytoryczną dyskusję. Później już razem, choć w nieco rozjechanych kwantach czasu, wpadliśmy na drugie piętro do Grzegorza GAJKA, który pytał zebranych, czy boją się jeszcze duchów. Wyjątkowy panel z wyjątkowym człowiekiem, który nie boi się rzeczowo argumentować swoich racji, nawet w przypadku, gdy po drugiej stronie ma trudnego zawodnika. Fantastyczny gość!

Później nastał ten nieubłagany czas, kiedy należało powiedzieć „Papa” Kfasonowi i wszystkim spotkanym tu ludziom. Bo czas spędzony w Artetece nie należał tylko do paneli, czy prelekcji. W międzyczasie spotkaliśmy się przecież z wieloma wspaniałymi ludźmi, którym ślemy serdeczne pozdrowienia i podziękowania: Wspomnianym już wcześniej niesamowitym „Paniom z Videografu”, a także dla Magdaleny PALUCH za zrobienie czegoś, co nikomu się jakoś dotychczas nie udawało, a także za pewną konspiracyjną rozmowę w kuluarach, ale na razie cichooooszaaaa :); dla Agnieszki PILECKIEJ i Pawła KWIETNIA, za wspólną troskę o to, by najnowszy numer „Bramy” nie miał niespodzianek w postaci „Walę w Jana” :); Joanny WIDOMSKIEJ i Franciszka ZGLIŃSKIEGO, za dywagacje na temat niezasadności wplatania cosplay w tryby Kfasonu jak i w podziękowaniu za wcześniejsze rady; wielokrotnie już wspomnianego Grzegorza GAJKA – naprawdę fajny z Ciebie gość! I dziękuję za książkę, jestem ogromnie ciekaw jej lektury; Agnieszki KWIATKOWSKIEJ, za kilka fajnych słów przy kawie w Kfasonowej kuchni; Krzysztofa „Korsarza” BILIŃSKIEGO, za to że po prostu jesteś, bo dobrze móc otaczać się takimi ludźmi; Marty KRAJEWSKIEJ, za twoją energię i spontaniczność, żałuję jedynie, że tak krótko porozmawialiśmy, ale winę biorę na siebie; Dagmary ADWENTOWSKIEJ, za kilka miłych słów oraz profesjonalną korektę „Dziennika praktyk”; Olgi HABER, która w tym wszystkim gdzieś nam uciekła, ale na szczęście w porę udało się zdobyć dedykację; Anny MUSIAŁOWICZ wraz z mężem Mateuszem, w podziękowaniu za chyba jedyne zdjęcie, na jakim udało się mnie uwiecznić; Michała STONAWSKIEGO, miło było cię poznać, bandyto!; Aleksandry „Vanish” KACZMARSKIEJ, za Twoją pozytywną energię i równie pozytywne recenzje na „Fantastycznej rzeźni” :P; Tomasza SIWCA z żoną Agnieszką, za to że czasem wystarczy kilka rzuconych mimochodem słów, a to właśnie one zostają z głowie na dłużej; Macieja SZYMCZAKA z żoną Justyną, za ogromną pewność siebie na panelu, mimo zapowiadanej tremy, PS. Nie mam twojego autografu, a to niedopuszczalne :); Krzysztofa MACIEJEWSKIEGO, za możliwość osobistego poznania i uściśnięcia dłoni tak interesującego człowieka; Także dla Wojtka GUNI (laureat głównej nagrody w III edycji Nagrody Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego), którego również dane mi było osobiście poznać; a także dla wszystkich tych, z którymi porozmawiać się nie udało, ale chociaż gdzieś w biegu uścisnęliśmy sobie dłonie, m.in.: Artur URBANOWICZ (wyróżnienie czytelników w III edycji NPLG im. S.Grabińskiego), Mariusz „Orzeł” WOJTECZEK, Marek ZYCHLA, Juliusz WOJCIECHOWICZ, Paweł MATEJA i wielu, wielu innych, których nie sposób wymienić z imienia i nazwiska.

Żałuję jednak, że nie udało się zrobić wszystkiego, co w planach wyglądało tak pięknie. Przede wszystkim książki Kazimierza KYRCZA Jr. i Krzysztofa T. DĄBROWSKIEGO wciąż są bez dedykacji. Chęć zapoznania Joanny PYPŁACZ, która na panelu z Videografem tak nas urzekła, że obcowanie z jej twórczością stawiamy za swoisty priorytet, pozostała tylko chęcią, gdyż autorka gdzieś nam przepadła. Chciałem także zamienić kilka słów z Szymonem CIEŚLINSKIM z blogu „Nekropolitan”, którego, jako twórcę Nawiedzonych Podcastów, bardzo cenię. I oczywiście jakoś tak mijaliśmy się z Wydawnictwem Gmork (Dominika ŚWIĄTKOWSKA i Przemysław RYBA), których, co raz widziałem, lecz ostatecznie znikali mi z oczu. Wierzę jednak, że to wszystko uda się nadrobić już na szóstej edycji.

Dziękuję i do zobaczenia za rok!

Poniżej galeria tegorocznych zdobyczy:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Facebook
Wywiady
Archiwalne wpisy