pmNazwisko Łukasza Henela jest jednym z pierwszych, na które natknąłem się na początku mojej (bądź co bądź krótkiej) przygody z polską grozą. Kiedy w końcu sięgnąłem po jego debiutancką powieść „On”, ta bardzo przypadła mi do gustu, a lekkie pióro autora tylko zachęciło do wnikliwszego zapoznania się z jego twórczością. Przymierzając się zatem do „Podziemnego miasta” dałem autorowi spory kredyt zaufania, wierząc, że i tym razem się nie zawiodę. Z takim nastawieniem zanurzyłem się w lekturę.

„Zanurzyłem” to dość trafne określenie w tym przypadku choćby z tego powodu, iż treść powieści zamyka się w niespełna 250 stronach. Ledwie zostałem wciągnięty w fabułę, gdy na horyzoncie można było już dostrzec majaczące zakończenie. Historia nie jest skomplikowana, nie mamy tu też wielu pobocznych wątków, które w jakiś specjalny sposób urozmaiciłby nam przygodę, jednakże nie należy traktować takiego zabiegu jako ujmę. Ma on swój cel, o którym dowiadujemy się na ostatnich stronach powieści – zatem nadmierne rozbudowywanie akcji minęłoby się z założeniem autora.

Wraz z początkiem powieści poznajemy sędziwego majora Staszewskiego, który, obserwując niepokojące wydarzenia do jakich dochodzi w jego wiosce, zaczyna podejrzewać, że za wszystkim stoi pradawne zło, które przed wieloma laty udało się przezwyciężyć. Kiedy jednak wysnuwa swoje podejrzenia na światło dzienne, natychmiast wszelkie dowody, którymi mógłby poprzeć swoją tezę, zostają mu skradzione. Nie pozostaje mu nic innego, jak wrócić pamięcią do wydarzeń z ’57 i ponownie je spisać. Wydarzeń okrutnych i niewytłumaczalnych, do jakich doszło na międzyrzeckich ziemiach, gdzie w ówczesnym czasie stacjonowali radzieccy żołnierze pod dowództwem agenta Ulianowa. Zaczyna się więc wyścig z czasem, gdyż zło czai się tuż za progiem.

Czytając „Podziemne miasto” nie sposób nie dostrzec dość specyficznego stylu, zastosowanego przez autora. Z czymś podobnym spotkałem się całkiem niedawno podczas lektury „Twierdzy” F. Paula Wilsona, w której wątki militarne także wiodły prym. „Podziemne miasto” ma w sobie właśnie coś z tamtego utworu, jakby obie te książki były częścią większego uniwersum. Nie jest to bynajmniej zarzut, wręcz przeciwnie. Powiem nawet więcej – podczas lektury książki Łukasza Henela towarzyszyło mi bardzo przyjemne uczucie, jakby w jego tytule skrywało się „coś”, co pozwoliło mi wrócić pamięcią do innego, wydawałoby się, zapomnianego już utworu.

Łukasz Henel i tym razem nie zawiódł moich oczekiwań. Z niecierpliwością czekam na kolejne jego powieści.

Ostatecznie wystawiam tej pozycji 6/10 punktów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Facebook
Wywiady
Archiwalne wpisy