IMAG1268Przede mną leży „Brama”…

Nie wiem czy to najlepszy początek tego, co chciałbym Wam powiedzieć o drugim numerze tegoż właśnie czasopisma, ale chyba nie macie wyjścia. Zresztą, to już przeszłość. Skupmy się na tym, co istotne.

A zatem… Wpatruję się właśnie w drugi numer „Bramy” – choć wtajemniczeni wiedzą, że to już trzecie pisemko o tym tytule, gdyż nim na dobre zagościło ono w naszych domach, Wydawca wypuścił numer pilotażowy, oznaczony „zerówką” – i zastanawiam się kim jest ten gość na okładce. Dlaczego, zapytacie. A no dlatego właśnie, że okładka pierwszego numeru czasopisma z wyszczerzonym pyskiem Barlowa z „Miasteczka Salem” Stephena Kinga dawała jednoznaczną informację, że numer poświęcony jest wampirom. W tym przypadku wpatruje się w nas dająca do myślenia, mroczna postać – gotowy do bitwy szkielet odziany w solidną zbroję. Po emocjonującej lekturze każdej ze stron dochodzę do wniosku, że postać nie odpowiada żadnemu z tekstów tu zawartych. Szkoda. Byłem przekonany, że zabieg okładki nawiązujący do założonego „Tematu numeru” zostanie pociągnięty. Tak się jednak nie dzieje. Choć zapewne dlatego, że tej przewodniej myśli właśnie tutaj nie mamy. Ale czy to źle?

I teraz proszę mnie mylnie nie zrozumieć. Uważam, że grafika na okładce ma to Coś, wprowadza swego rodzaju niepokojący nastrój i jest naprawdę mocna, a przepełnione otchłanią oczodoły przemawiają do nas tymi oto słowy: „Jeśli przekroczysz tę bramę, spotkasz gorszych ode mnie”. I wiecie co? Nie kłamią. Na kolejnych stronach pojawia się moc zła, zniszczenia i lęku – czego chcieć więcej.

Dopowiem jeszcze, że autorką nie tylko grafiki okładkowej, ale i wszystkich innych zawartych w czasopiśmie jest Anna JARMOŁOWSKA. A mi pozostaje jedynie powiedzieć: Gratuluję talentu, bo nie brakuje go w żadnej z prac.

IMAG1274

Po przekroczeniu piekielnych wrót natrafiamy na pierwsze z dwóch opowiadań zachowanych w klimacie fantastyki. Grzegorz GAJEK przedstawia nam swoją wizję świata przyszłości. I choć nie po drodze mi z s/f to muszę przyznać, że „EDEN 02” wciągnął mnie bez reszty. Lekkie pióro autora i dialogi, których można by „słuchać” bez końca sprawiają, że przez tekst prześlizguje się jak po wodnej zjeżdżalni w samo serce nieznanego. Ja do teraz biję się z myślami, czy nie jest to aby najlepsze opowiadanie tego numeru.

Idziemy dalej i natrafiamy na „OSTATNIE CIĘCIE”, którego autorką jest Carla Mori. Już w pierwszych trzech zdaniach poznajemy Jacka-fryzjera oraz znienawidzoną przez niego właścicielkę zakładu, w którym bohater pracuje. Dodajemy dwa do dwóch i co nam wychodzi… no właśnie. Muszę jednak przyznać, że opowiadanie jest sprawnie napisane i czyta się je bardzo szybko. Mnie jednak finał nie zaskoczył i bardzo nad tym ubolewam – choć lektury nie żałuję. Bawiłem się przednio. Tak samo zresztą jak i Jacek :).

Po opowiadaniach Grzegorza i Carli trafiamy do „PANTEONU BOGÓW Z THEROS”, artykułu Pauliny RZESZUTEK, który nawiązuje do gry karcianej z serii Might. Z przykrością muszę stwierdzić, że nigdy w nią nie grałem, więc ciężko mi się wypowiadać na temat merytoryczny zawartych tu informacji. Myślę jednak, że dla fanów będzie to łakomy kąsek.

Artykuł Pauliny pozwala nam odetchnąć nieco od opowiadań, ale na krótko, gdyż po przewróceniu stronicy wita się z nami bardzo dobry, naprawdę bardzo dobry tekst o zastanawiającym tytule „CYLINDER”. Autorka, Aleksandra BROŻEK-SALA od samego początku wprowadza jakieś niewytłumaczalne napięcie, tak, że chce się czytać, by jak najszybciej poznać dalsze losy głównej bohaterki. Historia zdaje się w pewnych momentach abstrakcyjna, ale porywa nas w swoją głębię, co czytelnikowi jest jak najbardziej na rękę. Tekst jest ładnie skonstruowany, a pojawiające się przed każdą z czterech części fragmenty piosenek stanowią intrygujący wstęp.

Wraz z dwudziestą piątą stroną czasopisma rozpoczyna się najdłuższa zawarta w nim opowieść „MIECZ REBELII” Adama KUBIAKA. Drugie i ostatnie opowiadanie s/f, a że – jak wspomniałem – fantastyka to nie moja domena, czułem, że będzie to ciężkich niemal dwadzieścia stron. Po pierwszych czterech wciąż pozostawałem w tym przekonaniu. Wtedy akcja nabrała niesamowitego tempa, a kolejne zdania, akapity i kartki przemknęły jedne za drugimi, nie pozwalając się nudzić. A do tego ten finał – powalający na kolana. Bomba! Odkrywając czym jest tytułowy miecz rebelii, czułem niepohamowaną satysfakcję z tego, że jest on czymś znacznie potężniejszym niż się spodziewałem, że będzie.

Kończąc kolejne dwa opowiadania, ponownie trafiamy na artykuł. Tym razem Ryszard BRZEZIŃSKI przedstawia swoje spostrzeżenia na temat „APOKALIPSY WEDŁUG HOLLYWOOD”. Autor porównuje dwa dość popularne warianty postapokaliptycznego świata przedstawione w amerykańskich filmach, a mi pozostaje mu tylko przyklasnąć, gdyż nigdy nie patrzyłem na to z tej perspektywy. Interesujący i pozwalający się zastanowić głębiej na tematem artykuł.

Na tej samej stronie, na której kończą się wspomniane wcześniej spostrzeżenia Ryszarda, na „WAKACJE Z DUCHAMI” zaprasza nas Marek ZYCHLA. Opowiadanie jest pierwszym z tak zwanego „Cyklu Duszności”, który, jak domniemam, ma na dłużej zagościć w Bramie. Tekst jest bardzo krótki, ale przyjemnie się go czyta. Jest to jedna z tych historii, gdzie całe opowiadanie swą siłę ukrywa w przysłowiowym ostatnim zdaniu, ostatnim akapicie. Krótko mówiąc, włos się jeży.

Duchy, duchami, ale nie było jeszcze nic o zombie. Tu ze swym kilkustronicowym tekstem przybywa Michał GRABOWSKI. Jego „MARTWE ECHA WSPOMNIEŃ” to klasyczna opowieść o nieumarłych. Mamy hordy zombie i broniącego się przed nimi w pojedynkę człowieka. W historii pojawia się bardzo ciekawy pomysł, który chyba nie do końca został wykorzystany. Nabrałem apetytu na coś więcej. Nie zmienia to jednak faktu, że opowieść ma pewne przesłanie, a mianowicie „Kto mieczem wojuje, od miecza ginie”.

Kończymy walkę z żądnymi naszej krwi i przerzucamy kartkę, gdzie Anna DYMNA zabiera nas do ostatniego domu w jakim żył Edgar Allan Poe. „ZAGŁADA DOMU POEGO” to bardzo ciekawy artykuł okraszony kilkoma zdjęciami wykonanymi najpewniej przez samą autorkę. Poznajemy w nim mroczną historię domu, w którym żywota dokonała Virginia, żona Poego, oraz tego co działo się z samym budynkiem po śmierci pisarza.

IMAG1276

„LEGION”. Taki tytuł nadał Juliusz WOJCIECHOWICZ swojemu tekstowi, którego bezapelacyjnie w Bramie zabraknąć nie powinno. Opowiadanie napisane w pierwszej osobie sprawia, że mamy wrażenie, iż przedstawiony tu proces twórczy pisarza, a właściwie zbieranie materiałów na bohaterów historii, odnosi się do samego autora. Jeśli tak, to – przysięgam – nigdy nie chciałbym stać się jedną z postaci jego utworów :). Wszyscy, a ludzie piszący przede wszystkim, powinni zapoznać się z tym tekstem.

Po rozterkach, których dostarcza nam Juliusz, intrygującym tytułem wita nas Paweł MATEJA. „CHROBOT, KTÓRY MNIE KOCHA”, to bardzo dobre technicznie opowiadanie, sprawnie napisane, które czyta się z narastającym zaciekawieniem, rozmyślając „dokąd to zmierza?”. I choć finał zaskakuje, to wciąż wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi.

Na zakończenie mamy natomiast do wychylenia „CZARĘ GNIEWU” autorstwa Lecha MUCHY. Przeczytałem już dziesiątki utworów o autostopowiczach i w tym przypadku nie nastawiałem się na nic, co mogłoby mnie jeszcze zaskoczyć. A tu proszę… brawa dla autora. Mimo niespecjalnie długiej i początkowo monotonnej historii, opowiadanie nabiera tempa i dostarcza nam godziwej rozrywki.

I tyle! Brama numer 2 dobiegła końca, a ja osobiście czuję się spełniony. Nawet jak gdzieś coś kulało, to nadrabiało to innymi walorami. Podsumowując, serdecznie polecam tę pozycję, gdyż jest tu kilka perełek, które dadzą Wam do myślenia, a niejednokrotnie też wywołają gęsią skórkę przebiegającą po ukrytym pod ciepłą kołdrą organizmie. Choć kto wie czy to, aby na pewno będzie gęsia skórka.

2 Odpowiedzi na Czasopismo BRAMA nr2/2015

  • Alicya Rivard mówi:

    Ja myślę, że w przypadku czasopism kierowanych do małej grupy odbiorców, brak tematu przewodniego to błąd. Czułam trochę, że w środku jest taki nieład.

    • admin mówi:

      Numer wcześniejszy zdecydowanie określał, czego można się spodziewać i był to poniekąd ogromy plus (przynajmniej dla mnie – I love Vampire 🙂 ). Tutaj kupujemy poniekąd kota w worku, nie wiedząc co nas czeka.
      Jest jednak i drugi aspekt – temat przewodni może Wydawcy ograniczyć już i tak małe grono odbiorców. A tak, nie określając głównego wątku, Wydawca może się spodziewać, że sprawdzi się zasada „Dla każdego coś dobrego”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Facebook
Wywiady
Archiwalne wpisy