Gdy emocje już opadną… myślałem, że będą to dobre słowa, aby zacząć swą relację, lecz minęły niemal dwa tygodnie od zakończenia pierwszej edycji Grozownia Festival (dawniej KFASON), a mną wciąż telepie jak w febrze. Z tego też powodu od pamiętnej soboty milczałem. No bo jak inaczej, jeśli wspomniane wydarzenie sprawiło, że tak jak szczęka runęła mi na glebę, to od tamtej pory nie mogę jej pozbierać, zaś myśli stale kotłują się w głowie, przeganiając jedna drugą. Panele przeplatają ze spontanicznymi rozmowami i momentami podpisywania książek, czy robienia sobie wspólnych zdjęć… ale o tym za chwilę. W każdym razie trudno było mi sklecić coś mądrego (choć i ten tekst daleki jest od ideału ? ) kiedy emocje wciąż targały mną jak porywisty wiatr flagą na okręcie w czasie sztormu. I nadal targają! Od nadmiaru endorfin mózg mam w strzępach i modlę się tylko, by do następnej edycji otrzeźwiał, bo nie wiem czy wytrzyma drugi tak potężny zastrzyk szczęścia!

W tym miejscu muszę powiedzieć, że kochałem KFASON całym sercem, ludzi, klimat, świadomość tworzenia czegoś pięknego dla grozy, umieściłem go nawet w „Eksperymencie”, ale dziś z całą świadomością mówię, że GROZOWNIĘ FESTIVAL kocham po stokroć mocniej i jako czytelnik, i autor. A za co? To postaram się opisać poniższej, biorąc za przykład naszą tegoroczną przygodę z Grozownia Festival vol. 1


Plan był ambitny – wyjechać po 9:00 i przyjechać do Krakowa na 11:30 (jeszcze przed rozpoczęciem imprezy, której start zaplanowano na 12:00). Znacie to powiedzenie: Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, powiedz mu o swoich planach. No właśnie… tu sprawdziło się ono książkowo, bo gdy już wyruszyliśmy (z małym poślizgiem), okazało się, że trzeba zawrócić z trasy, gdyż oczywiście zapomniałem m.in. portfela. I tym sposobem musiałem pogodzić się z tym, że ominie nas panel Mikołaj Kołyszko, na którym baaardzo chciałem być. Wziąłem nawet do podpisu jego książkę „Groza jest święta”, ale musiałem obejść się smakiem, a książka wróciła do biblioteczki niepodpisana ?


No ale dotarliśmy. Znaleźliśmy nawet miejsce parkingowe. A gdy wyszliśmy z samochodu zrozumieliśmy, że mimo wcześniejszych perypetii, ten dzień będzie wspaniały. Kluczem do tego było pojawienie się na horyzoncie dwóch niezwykłych sylwetek – Marta Krajewska i Agata Kasiak. Parę minut rozmowy z tymi pełnymi pasji i energii oraz uśmiechniętymi dziewczynami wystarczyło, byśmy poczuli, że jesteśmy w centrum grozowego konwentu. Kiedy więc udało nam się zapakować Oriankę do wózka, ruszyliśmy w te pędy na docelową imprezę. Kilkadziesiąt metrów spacerkiem i oto naszym oczom ukazała się Kawiarnia Literacka. Tam, wspiąwszy się z wózkiem na piętro, zameldowaliśmy się u głównodowodzącej, Magdalena Paluch, która zaskoczyła nas przygotowanymi dla zaproszonych gości fantastycznymi pamiątkowymi upominkami z dyplomem na czele. Hell Yeah! ?

Wtedy też zdaliśmy sobie sprawę z tego, że właśnie zakończył się wykład Małgorzata Maggie Węglarz, obiecałem więc sobie, że następnego punktu programu pod przewodnictwem Marty Płazy nie odpuszczę na pewno. Czy ja już wspominałem co nieco o planach i Bogu… haha. Ledwo przeszliśmy z Ajką i Orianką z części z salą wykładową do części kawiarnianej lokalu i natknęliśmy się wpierw na Joannę By Widomska z Marcinem Halerzem (Asia jest odpowiedzialna m.in. za świetny plakat GF), a po chwili na Kasię Katooola, Maćka W Witrynach Horroru, Mariusza Kilka zdań o, pijących kawę w towarzystwie Tomasz Siwiec – profil autorski – że też się nie bali ? – z którymi wdaliśmy się w dłuższe dyskusje.

To był też moment, od którego uścisnąłem kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset dłoni. Niech tylko wspomnę tych, z którymi porozmawiałem dłużej niż rzucone spontaniczne „Cześć!” – Zuza Wrona, Kasia Wolny, Nadia Newińska, Paulina Stępień, Magda Sobota, Dominika Murhaaja, Paulina Król, Paulina Prędota-Bryńczak, Joanna Pypłacz, Anna Musiałowicz, ekipa z chorzowskiego Księgarnia Dopełniacz, Łukasz (iminfected.pl, Krytycy Gorszego Sortu), Adrian Warwas, Michał (Skoliotyk – Literatura Grozy), Norbert Góra z narzeczoną, Łukasz Szuster, Mariusz „Orzeł” Wojteczek – profil autorski, Rafał Głuchowski …no i Paweł Paluch (Attic Film Production) vel. „ręka, noga i mózg na ścianie Magdy” ?. Wraz godziny zamieniły się w minuty, a minuty w sekundy. Wszystko działo się jak na wariackich papierach. Uściskom nie było końca, co ostatecznie okazało się dobrą rozgrzewką dla mojej ręki, bo gdzieś w tym wszystkim złożyłem wiele dedykacji i autografów, wśród których dominował nie kto inny, jak Maciek Klimek, który wyciągał zza pazuchy jedną książkę po drugiej, w tym będący nie do zdobycia „Fałszywy dekret”.

W każdym razie w tym szaleństwie ominęły mnie wykłady Marty Płazy oraz Pierra Van Cutsema. Niemniej dość spontanicznie wbiłem się na chwilę na prezentację Asi Pypłacz o „Najdziwniejszych rytuałach pogrzebowych”. A później nastał punkt programu, na wspomnienie którego od kilku dni reagowałem przyśpieszonym biciem serca.

0 16:30 wraz z Tomkiem Siwcem, Mariuszem Wojteczkiem i Łukaszem Szusterem wziąłem udział w panelu dyskusyjnym „Groza? Nieoczywiście!”, który moderowała Kasia Wolny. I powiem Wam, że było to najbardziej swobodne spotkanie, w jakim kiedykolwiek brałem udział. Nie wiem, czy to za sprawą uśmiechniętych twarzy gości, świetnej prowadzącej, czy podchodzących luźno do spotkania współuczestniczących w panelu chłopaków, a może nabuzowane emocjami żyły i umysł związane z samą imprezą. W każdym razie spotkanie odbyło się na pełnym luzie, obfitowało w masę zabawnych anegdot, a ja miałem wrażenie, że nie siedzę naprzeciw publiczności, ale wśród bliskich znajomych, z którymi tego wieczoru wznieśliśmy już niejeden toast. Było świetnie, niezapomnianie i życzyłbym sobie, abym do każdego kolejnego spotkania podchodził tak entuzjastycznie.

Ale cóż… panel dobiegł końca, a my z Arletką i Orianką ponownie skorzystaliśmy z dobrodziejstw Kawiarni Literackiej. W kuluarach podpisałem kolejnych kilka książek, pouśmiechaliśmy się z Czytelnikami do obiektywów i znów oddaliśmy się kolejnym pasjonującym rozmowom. Nieprzerwanie czuć było klimat każdej z minionych edycji Kfasonu. Ależ to jest fascynujące! Samo rozpamiętywanie tego wywołuje u mnie gęsia skórkę.

Gdzieś pomiędzy 19:00 a 20:00 wybraliśmy się w końcu z moją familią do hotelu. Tam musiałem zostawić swoje piękne kobiety i za ich zgodą sam wróciłem na dalszą część imprezy. Akurat trwało spotkanie ze Stefan Darda, przycupnąłem więc wśród publiczności ze szkocką w dłoni, by posłuchać kojącego głosu człowieka, od powieści którego zaczęła się moja przygoda z polską grozą. Stefan, z całego serca Ci za to dziękuję.  Choć dziękuję w tej sytuacji to zdecydowanie za mało. Stefan Darda jest dla mnie kimś na miarę Stephena Kinga. I absolutnie nie chodzi tu o porównanie w stylu „polski Stephen King”. Nie, zupełnie nie o to, a o fakt, że Stephen King „zaprosił” mnie do literackiego horroru, a Stefan Darda szeroko „otworzył” przede mną drzwi do polskiej literatury grozy. Ogromnie żałuję, że nie mógł zostać dłużej, ale już sam fakt, że po spotkaniu porozmawialiśmy trochę face-to-face i przeszliśmy na „Ty”, wywindowało moje emocje w stratosferę!

Ostatnim punktem było spotkanie z Pauliną Stępień i Magdą Sobotą, które opowiadały o syndromie „złego miejsca” – świetnie się Was słuchało, Drogie Panie, a i konkluzja tego energetycznego spotkania bardzo ciekawa ?. Wybiła jednak 22:00 i dziewczyny zakończyły swój spektakl, tym samym zamykając oficjalną część festiwalu… Oficjalną, bowiem wtedy rozpoczęło się to, co stanowiło nieodłączny element Kfasonu – afterparty ? Uzbrojeni w drinki, piwa, okrutnie zmęczeni, ale i ze świetnymi humorami zebraliśmy się w najbardziej wytrwałym gronie i przez bodaj dwie godzinki rozprawialiśmy na tematy wszelakie, uświadamiając sobie, że niestety następny Grozownia Festival dopiero za rok…

Magdo! Chciałoby się powiedzieć, że dokonałaś niemożliwego. Że z pełnym sukcesem wskrzesiłaś Frankensteina, ale dziś wiem, że dokonałaś czegoś więcej. Mimo wielu kłód rzuconych pod nogi, mimo tego, że w tak brutalny sposób pozbawiono Cię Twojego dziecka, jakim był Kfason, którego pomysłodawczynią i od zawsze jedyną twarzą byłaś, to zdołałaś powstać i pokazać ile drzemie w Tobie determinacji. Drzemie? Śmieszne. Od teraz „Determinacja” na Wikipedii powinna mieć nową definicję nawiązujących do Twoich działań. Działań, które porównałbym do magii. Tej samej, którą posłużyła się wróżka i z drewnianego Pinokia zrobiła pełnoprawnego człowieka. Bo to właśnie zrobiłaś – na fundamentach Kfasonu, który był cudownym eventem, stworzyłaś Grozownię Festival, wydarzenie, które klimatem po stokroć przebiło swego wielkiego poprzednika. Powiedzieć, że jesteś niesamowita, to nic nie powiedzieć. Keep doing!

Na koniec ciekawostka. Pierwsza edycja Grozownia Festival odbyła się 15. Października, w Dzień Dziecka Utraconego. Na samą myśl o wynikające z tego symbolice dreszcze przebiegają mi po plecach.

Do zobaczenia za rok!

PS. Załączone zdjęcia po części pochodzą z profili osób, o których powyżej wspomniałem. Zajrzycie do nich, tam znajdziecie jeszcze bogatsze fotorelacje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Facebook

Archiwalne wpisy